Viva Las Vegas!

las-vegas-nevada-cities-urban-161772-1

Statystycznemu Kowalskiemu Las Vegas kojarzy się głównie z kasynami. Miasto wybudowane pośrodku pustyni ma zapewniać odpowiednią rozrywkę milionom poszukiwaczy mocnych wrażeń i amatorów łatwego zarobku. Świątynia hazardu wciąż się jednak rozwija i niebawem zacznie oferować jeszcze więcej.

Myśląc o Vegas w kontekście czysto sportowym w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy wielkie wydarzenia związane z zawodowym boksem i MMA. Ci bardziej zagłębieni w amerykański rynek wskażą pewnie Las Vegas Motor Speedway, tor na którym odbywają się zawody serii NASCAR. Dotychczas jednak Vegas nie kojarzyło się ani z hokejem, ani tym bardziej futbolem. Kwestia legalności zakładów bukmacherskich skutecznie odstraszała od idei założenia zawodowego klubu, a ponadto pojawiały się argumenty, że wejście w biznes związany z NBA, NHL czy NFL mógłby negatywnie wpłynąć na kondycję  dotychczasowych głównych atrakcji miasta – kasyn. To ma się jednak zmienić.

23 listopada oficjalnie 31. klubem ligi NHL zostali Vegas Golden Knights. Hokeiści swoje mecze rozgrywać będą w imponującej T-Mobile Arena, mogącej podczas meczu hokeja pomieścić ok 17 500 kibiców. Czego jak czego, ale na brak infrastruktury sportowej w Vegas narzekać nie można. Ale co z kibicami? Vegas ze swoją przeszło półmilionową populacją z pewnością nie ma się czego wstydzić. Anaheim, Buffalo, Pittsburgh czy St. Louis to tylko pierwsze z brzegu przykłady miast, których populacja nie przekracza 400 000 mieszkańców, a mimo to kolejno Mighty Ducks, Sabres, Penguins i Blues to wielkie i uznane firmy na hokejowej mapie Ameryki Północnej. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby Golden Knights zdobyło rzesze wiernych kibiców, którzy szczelnie wypełniać będą halę. Do tego nie sposób wspomnieć o  42 milionach turystów odwiedzających Vegas w ciągu roku. Trudno taki potencjał zignorować.

Ale hokej to nie wszystko. Od dłuższego czasu trwają spekulacje na temat przenosin do Vegas jednej z najbardziej charakterystycznych drużyn futbolu amerykańskiego – Oakland Raiders. Szczerze nie rozumiem tego ruchu. Raiders posiadają bardzo zaangażowaną i wierną społeczność kibiców i wydaje mi się że przeniesienie klubu kilkaset mil na wschód będzie dla nich dużym ciosem. Z drugiej strony Kalifornia nie może narzekać na brak klubów NFL – grają tu San Francisko 49ers, San Diego Chargers, a od niedawna Los Angeles Rams. Doliczmy do tego pięć klubów baseballowych, cztery kluby NBA, trzech przedstawicieli NHL oraz dwa zespoły piłki nożnej. Perspektywa przenosin do „dziewiczej” Nevady wydaje się być więc kusząca.

Władze Las Vegas robią wszystko, aby ściągnąć do siebie Raiders. Pierwsze decyzje zostały już podjęte – władze stanowe chcą przeznaczyć 750 milionów dolarów na budowę nowego stadionu, a do tego dochodzą jeszcze koszty związane z infrastrukturą (drogi, parkingi). Optymiści szacują że nowy stadion przyciągnie do Vegas blisko pół miliona osób rocznie, co miałoby się przełożyć na ponad 600 milionów dolarów rocznie większego przychodu. Jak podaje The Times przy budowie nowego stadionu pracować ma aż 25 000 osób, a po jego otwarciu stałe zatrudnienie znajdzie 14 000 osób.

Na drodze do przeprowadzki mogą jednak stanąć pozostali właściciele klubów NFL. Aby operacja doszła do skutku zgodę musi wyrazić 3/4 spośród 32 zespołów. Jak pokazał przykład Rams – może to być tylko formalność.

RelatedPost