Piłka nożna – sport bez tożsamości, kultury, etosu

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie tweet Mateusza Skwierawskiego z Wirtualnej Polski. Wywiązała się pod nim krótka, ale ciekawa dyskusja nt. roli sędziego w meczu piłkarskim i traktowania arbitra przez zawodników. Niestety obserwujemy to niemal w każdym meczu. W każdej innej dyscyplinie zespołowej takie zachowanie zawodnika wobec arbitra kończyłoby się usunięciem z boiska. Patologia piłki.

Znamy te obrazki bardzo dobrze. Zawodnicy i trenerzy nie mają żadnych oporów, aby podbiegać do sędziów i krzyczeć, gestykulować, podważać ich decyzje. Nie zobaczycie takich obrazków na żadnej innej arenie. Czy to siatkówka, piłka ręczna, hokej czy rugby, relacja zawodnik – arbiter jest bardzo ściśle określona, a wszelkie zachowania odbiegające od normy są surowo karane.

This is not soccer!

Zdaję sobie sprawę, że ciągłe przywoływanie rugby może być już nudne, ale nic na to nie poradzę. Rugby jest najbliższe piłce pod względem dynamiki i czasu gry, a także sytuacji boiskowych z jakimi może się mierzyć arbiter. Dlatego zawsze stawiam rugby jako wzór wykorzystania powtórek wideo (TMO), i dlatego za wzór stawiam też sposób zachowania się zawodników wobec arbitrów. Piłka mogłaby się tu wiele nauczyć, ale z jakichś powodów nie chce.

Problem nie leży jednak na szczytach futbolowej władzy, a jedna decyzja UEFA czy FIFA niczego tutaj nie zmieni. Problem zaczyna się dużo wcześniej, od piłki dziecięcej. Problem jest w młodych zawodnikach, ich rodzicach i trenerach. Często mówi się, że rugby to nie tylko sport, ale też kultura, etos, zasady. Rugbyści bardzo lubią się tym chwalić, ale w tym przypadku nie można im mieć tego za złe. Od najmłodszych lat podstawą w rugby jest szacunek. Szacunek do kolegów z drużyny, przeciwników, trenerów, ale przede wszystkim – sędziów. W rugby żaden zawodnik nie ma prawa podbiec do sędziego i na niego naskoczyć. Nie ma prawa nawet się do niego odezwać. Decyzje sędziego są niepodważalne, a rolą zawodnika jest się do nich zastosować. Jakiekolwiek odstępstwo od tej zasady kończy się wykluczeniem z gry na 10 minut, lub całkowitym usunięciem z boiska.

Czy skorupka za młodu…

W tym samym czasie w meczach piłki nożnej można do sędziego wyskoczyć „z mordą” i nic za to nie grozi. W teorii sędzia ma instrumenty, aby takie zachowania piętnować, ale w praktyce sięga po nie niezwykle rzadko. Od najmłodszych lat zawodnicy uczeni są – niestety głównie przez rodziców i trenerów – że sędziego można dowolnie szmacić i wyzywać, a każdą niekorzystną decyzję podważać. Nie dziwmy się więc, że później na poziomie seniorskim widzimy dokładnie to samo. Jeśli nie uczymy dzieci szacunku do pracy i osoby arbitra, trudno jest tego wymagać od dorosłych zawodników. To nie kwestia przepisów czy interpretacji. To kwestia zwykłej kultury, której piłka nożna jako dyscyplina nie wykształciła.

Zostawmy rugby. W siatkówce z sędzią rozmawiać może kapitan, a wszelkie wybryki mogą być ukarane kartką lub karnym punktem dla rywali. W piłce ręcznej po gwizdku sędziego zawodnik ma obowiązek odłożyć piłkę w miejscu w którym się znajduje i pędem wraca do obrony. Nie ma czasu na dyskusję z sędzią, bo za chwilę jego drużyna może stracić bramkę. W hokeju dyskusji z sędziami nie ma praktycznie w ogóle. Najbardziej „aptekarsko” sędziuje się w koszykówce, ale i tu arbitrzy nie mają oporów żeby jakiekolwiek niesportowe zachowanie karać przewinieniem technicznym.  Podobnie w futbolu amerykańskim, gdzie karane jest nawet zbyt ekspresyjne celebrowanie radości ze zdobytych punktów.

Gdzie nie spojrzeć relacja zawodnik-sędzia jest jasno określona, a zasady są skrupulatnie przestrzegane. Tylko nie w piłce nożnej. Panowie piłkarze przeświadczeni o swojej nieomylności zawsze wiedzą lepiej i nie mają oporów, aby podbiec do sędziego i wykrzyczeć mu w twarz co o nim myślą. Podobnie trenerzy. Jednocześnie władze związkowe nic z tym nie robią – od lat nie zaobserwowaliśmy żadnej poprawy w tej kwestii. Czytamy kolejne artykuły o Komitecie Oszalałych Rodziców i młodych arbitrach, którzy nie chcą prowadzić meczów juniorów, bo są non stop besztani przez wszystkich dookoła. Piłka nożna nie ma swojego etosu, nie ma swojej kultury i swoich żelaznych zasad. Jest pod tym względem najbardziej patologiczną grą zespołową świata.

Niech kiery ścielą się gęsto!

A przecież rozwiązanie jest banalnie proste. Wyobraźmy sobie taką oto scenkę: zawodnik podbiega do sędziego i wykrzykuje mu swoje racje. Sędzia z kamiennym wyrazem twarzy wyjmuje żółtą kartę. W tym momencie podbiega kilku kolegów z drużyny, wielce oburzonych krzywdzącą karą dla swojego kolegi. Cała piątka dostaje po żółtej kartce. Do skutku. Nawet jeśli obie drużyny mecz miałyby kończyć w ósemkę.

Tylko wiecie co? Tak się nie stanie. A wiecie dlaczego? Bo po takim meczu sędzia zamiast zostać nagrodzonym za swoje decyzje, zostałby zniszczony i odsunięty od prowadzenia meczów. Straciłby pracę. Usłyszałby od sympatycznego pana Sławka w studiu Ligi+Extra, że stracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Że się pogubił. Że poniosły go emocje. Tymczasem nic bardziej mylnego! Taki arbiter ustaliłby własnie nieprzekraczalną linię w relacji z zawodnikami. Gwarantuję, że w kolejnym meczu już nikt nie kwestionowałby jego decyzji. Ale w piłce nikt się na takie podejście nie zgodzi.

Piłkarze to święte krowy, którym wolno więcej. Gwiazdy przekonane o swojej wyjątkowości do tego stopnia, że uważają się za mądrzejszych od sędziego. Tego piłka uczyła ich od najmłodszych lat. Tak piłka ich wychowała. Młodych rugbystów od najmłodszych lat uczy się szacunku dla wszystkich w około. Młodych piłkarzy uczy się jak „wywalczyć” rzut karny, symulować kontuzję i wymuszać na arbitrze korzystne decyzje. Dlatego piłkarz zawsze będzie symbolem nieudacznika, krętacza i symulanta. Z rugbystów, siatkarzy, szczypiornistów czy hokeistów nikt się nie naśmiewa. Mają wizerunek twardzieli, charakternych gości z zasadami. Piłkarze są po drugiej stronie skali, na własne życzenie.

RelatedPost