„Ludzie, nie sprzedawajcie swych marzeń”, czyli o polskim jachcie w Pucharze Ameryki.

Charakterystyczne logo Pucharu Ameryki na grocie jachtu klasy IACC / fot. Waldemar Heflich / Żagle

Założyłem tego bloga głównie po to, aby dzielić się z Wami swoimi przemyśleniami nt. otaczającej nas sportowo-biznesowej rzeczywistości. Dużo było o pieniądzach, sponsorach, marketingu i całej tej organizacyjno-finansowej otoczce. Ale tym razem będzie trochę inaczej. Dziś będzie lekcja historii.

To w pewnym sensie misja, mój prywatny sposób podziękowania. Ze zdumieniem bowiem odkryłem, że nigdzie w polskich archiwach nie można znaleźć skondensowanych i zebranych w jednym miejscu informacji o tej historii. Gdzieniegdzie znajdziemy stare artykuły prasowe, zdjęcia czy zdawkowe relacje. Jeśli jednak ktoś chciałby poznać tę historię od A do Z – niestety nie będzie to zadanie łatwe. Myślę, że warto ją znać.  Historię ludzi,  którzy włożyli ogrom pracy w realizację swojego wielkiego marzenia.

Marzenia o starcie polskiego jachtu w Pucharze Ameryki.

Inna epoka

Dziś może to brzmieć jak naiwna mrzonka, ale dwie dekady temu potencjalny udział w regatach o Puchar Ameryki był znacznie mniejszym – choć oczywiście wciąż astronomicznie wysokim – kosztem. Nie ma co nawet porównywać okresu lat 2000-2005 do lat 2013-2017. Zmiana formuły regat, wprowadzenie zaawansowanej technologii i przede wszystkim latających nad wodą jednostek AC70 i AC45 wywindowały koszty uczestnictwa w tej imprezie do niebotycznych kwot. Szacuje się, że Larry Ellison, szef Oracle, wyłożył na swój zespół podczas 35. edycji Pucharu ok 300 milionów dolarów. (+dodatkowe 200mln na samą organizację regat). Pozostałe zespoły, choć zdecydowanie biedniejsze, aby w ogóle myśleć o rywalizacji z Oracle Team USA musiały dysponować budżetami w okolicach 100 milionów dolarów.  Minimum pół miliarda złotych – tyle kosztuje dziś bilet wstępu do tego elitarnego grona.

Na przełomie wieków wyglądało to trochę inaczej. Rywalizacja na jednostkach IACC była znacznie tańsza, co wynikało chociażby z samej konstrukcji tradycyjnego jednokadłubowca. W lipcu 2001 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Karol Jabłoński mówił:

13 milionów dolarów to bardzo dużo pieniędzy. Czy uda się w Polsce zebrać tyle pieniędzy?

– Nie mam wątpliwości, że tak. Suma jest rozłożona na lata, projekt jest największy ze sportowych programów w Polsce, narodowy a żeglarstwo jest bardzo przyjazne reklamodawcom. Jestem pewien, że udałoby się zebrać nawet więcej pieniędzy. Na razie mamy dwóch sponsorów, dzięki którym kupiliśmy jacht treniongowy – MK Cafe i Posti.

13 milionów dolarów. Według kursu z tamtego okresu to ok. 55 mln złotych, przy czym od razu warto zaznaczyć że już podczas regat w 2000 roku budżety czołowych zespołów oscylowały w okolicach 30 milionów dolarów. Ewenementem był tu włoski Yacht Club Punta Ala, wystawiający jacht Luna Rosa. Ich budżet 20 lat temu szacowano na trzy-czterokrotnie wyższy od konkurentów, co jednak nie przełożyło się na sukces w regatach. Włosi co prawda sensacyjnie pokonali w finale LVC AmericaOne 5:4, jednak w bezpośredniej walce z nowozelandzkim Black Magic byli już bez szans, przegrywając rywalizację o Puchar 0:5. Trzy lata później budżet uznawanego za najbogatszy w stawce szwajcarskiego syndykatu Allinghi,  według informacji CNN, wynosił 55 milionów dolarów.

Polska 2007

Polski projekt udziału w Pucharze Ameryki zakładał start w regatach pretendentów – Luis Vitton Cup – w 2007 roku. Młodsi z Was zapewne nie pamiętają, ale przełom wieków był prawdziwie złotym czasem polskiego żeglarstwa.  Karol Jabłoński – wielokrotny mistrz świata i Europy, uznawany za jednego z najlepszych żeglarzy świata, przez 18 miesięcy lider światowego rankingu sterników, w 2002 roku 9. miejsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” (ponad pół miliona głosów!),  Mateusz Kusznierewicz – złoto w Atlancie i brąz w Atenach, multimedalista mistrzostw świata, w 1999 roku 2. miejsce w plebiscycie „PS” z wynikiem ponad miliona głosów.  Osiągnięcia tych dwóch panów przyciągały uwagę mediów, opinii publicznej i sponsorów, wiec optymizm organizatorów całego przedsięwzięcia był w jakimś sensie uzasadniony. Ostatecznie Kusznierewicz do projektu Polska1 jednak nie przystąpił, wolał skupić się na przygotowaniach do Igrzysk w 2004 roku, podczas których ostatecznie stanął na najniższym stopniu podium rywalizacji klasy Finn. – Mateusz jest indywidualistą, a w naszej załodze, złożonej prawdopodobnie z 17 osób nie ma miejsca na indywidualizm, trzeba wszystko poświęcić sukcesowi łodzi – mówił wtedy Jabłoński.

Nie mniej dziś powiedzielibyśmy, że w tamtym okresie był klimat dla żeglarstwa w Polsce. Nie dziwi mnie więc, że zrodził się pomysł stworzenia syndykatu zdolnego wystartować w Pucharze Ameryki. Z pewnością mógł mieć on większe podstawy, niż pomysł budowania toru Formuły 1 czy organizacji w naszym kraju  Igrzysk Olimpijskich.

Mecenas z Koszalina

Wróćmy jeszcze na chwilę do lat ’90 i pierwszego w pełni profesjonalnego zespołu regatowego w naszym kraju. Oddajmy jednak cesarzowi co cesarskie – pisząc bowiem o polskim żeglarstwie nie sposób nie wspomnieć o Romanie Paszke. To właśnie on, jeszcze w 1989 roku, rozpoczął projekt, który stał się pewnego rodzaju fundamentem dla wszystkich kolejnych polskich przedsięwzięć związanych ze sportową rywalizacją na wodzie. Tym fundamentem był pomysł wybudowania pierwszego polskiego jachtu regatowego w całości wykonanego z włókien węglowych, który z powodzeniem rywalizował na akwenach całego świata – Gemini.

Przełomowy dla tej historii był rok 1994. Wtedy właśnie Paszkemu, po latach bezowocnych poszukiwań sponsorów, udało się nakłonić do współpracy Marka Kwaśnickiego – pochodzącego z Koszalina właściciela marki MK Cafe. Efektem współpracy było wybudowanie dwóch kolejnych jachtów: rywalizującego na jeziorach niewielkiego MK Cafe Premium oraz pełnomorskiego jachtu regatowego klasy ILC40 – MK Cafe. Zaangażowanie biznesmena z pomorza zaowocowało powstaniem pierwszego polskiego zespołu regatowego z prawdziwego zdarzenia:

MK Cafe Sailing Team

Kolejnym kamieniem milowym tej historii jest rok 1998, w którym do syndykatu sponsorowanego przez Kwaśnickiego dołączyła kolejna legenda polskiego żeglarstwa – Karol Jabłoński. Pochodzącego z Giżycka wielokrotnego mistrza świata i Europy nie trzeba nikomu przedstawiać. Jabłoński to jeden z najbardziej utytułowanych, a z pewnością najbardziej uznanych na świecie, polskich żeglarzy. Lista jego sukcesów w przeróżnych klasach i formacie regat jest imponująca. Karol Jabłoński zapisał także jedną z najpiękniejszych polskich kart w historii Pucharu Ameryki (o tym trochę później). Pod jego wodzą polski syndykat od razu zaczął odnosić sukcesy, by w 1999 roku zadebiutować w całkowicie nowej dla siebie formule regat – match-racingu.

1 na 1

Match-racing to nic innego, jak rywalizacja dwóch jachtów na wyznaczonym akwenie i po wyznaczonej  za pomocą dwóch boi trasie, tak aby ścigać się na przemian w kursie pełnym (z wiatrem) i ostrym (na wiatr). Z uwagi na możliwość śledzenia wyścigów z brzegu jest to zdecydowanie najbardziej widowiskowa forma wodnej rywalizacji. Co warte podkreślenia – właśnie w tej formule organizowane są regaty o Puchar Ameryki.

Polacy w tej odmianie regat od razu zaczęli spisywać się znakomicie. Prowadzony przez Jabłońskiego MK Cafe Sailing Team przywoził medale i wyróżnienia z największych światowych imprez – od Ameryki Północnej po Australię. Sezony 1999, 2000 i 2001 to pasmo sukcesów polskiego żeglarstwa match-racingowego, a sam Jabłoński w 2002 roku (po zdobyciu mistrzostwa świata) wspiął się na wspomniany wcześniej szczyt rankingu Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej (ISAF). To miał być  dopiero początek.

POL-5

29 maja 2001 roku w Szczecinie zarejestrowana została „Fundacja Polski Jacht w Pucharze Ameryki”, na czele której stanął jeden z bliskich współpracowników Marka Kwaśnickiego – Przemysław Cesarski. Cele organizacji przedstawiały się następująco:

  1. Prowadzenie, inicjowanie I wspieranie działań zmierzających do rozwoju i promocji polskiego żeglarstwa;
  2. Organizowanie regat żeglarskich;
  3. Organizowanie szkoleń żeglarzy, w tym szczególnie młodzieży oraz doskonalenie kunsztu żeglarskiego;
  4. Organizowanie I promowanie uczestnictwa polskich jachtów oraz polskich załóg jachtowych w międzynarodowych zawodach I regatach żeglarskich;
  5. Wspieranie polskich klubów jachtowych;
  6. Nawiązywanie współpracy z organizacjami I klubami jachtowymi działającymi za granicą.

Jeszcze w lutym tego samego roku zakupiono w Hiszpanii jacht klasy IACC (International America’s Cup Class), który miał posłużyć jako jednostka szkoleniowa dla polskiej złogi i pomóc  zespołowi w doskonaleniu match-racingowych umiejętności na tego typu łodzi. Cena: ok 250 tysięcy dolarów. Nie tracono czasu – jeszcze w czwartym kwartale 2001 roku (po całkowitym przemalowaniu kadłuba) odbyły się w Walencji dwie duże sesje testowe, w których brali udział również naukowcy odpowiedzialni za zaprojektowanie docelowej jednostki, na której Polska miała się włączyć do rywalizacji o srebrny dzbanek. Zespołowi badawczo-projektowemu przewodził Andrzej Armiński – doświadczony żeglarz i konstruktor. Ostatnia sesja treningowa w Hiszpanii odbyła się w lutym 2002 roku, po niej – po blisko roku od zakupu – jacht został przetransportowany do Polski.

MK Cafe-Posti podczas testów w Walencji /  fot. Waldemar Heflich / Żagle

W maju już oficjalnie jacht „Decca-1” (ESP-5), został  podczas hucznej uroczystości w Gdyni przechrzczony na „MK Café-Posti” (POL-5) . – Żegluj z sukcesami po wszystkich regatowych akwenach świata, przynoś sławę i chwałę Polsce i polskiemu żeglarstwu – mówiła  podczas uroczystości chrztu Jolanta Kwaśnicka.  – Jest to spełnienie marzeń wielu pokoleń polskich żeglarzy, ale nie tylko. Aby wystartować w tych regatach nie tyko trzeba wyszkolić rodzimą załogę, ale przede wszystkim należy wybudować według własnej myśli technicznej jacht. Koszt programu to 14 – 15 milionów dolarów. Na razie mamy około jednej trzeciej tej sumy – mówił z kolei Waldemar Heflich, do dziś redaktor naczelny miesięcznika „Żagle”, który także był bardzo mocno zaangażowany w projekt, szczególnie od strony medialnej.

Docelowo w Pucharze Ameryki nasza załoga miała wystartować na nowym, zaprojektowanym nad Wisłą jachcie. – Zaczynamy od zera wielki projekt, ale nie można powiedzieć, że Polacy nie mają doświadczenia w konstruowaniu łodzi. Powstają tu naprawdę nowoczesne jachty, ale to nie jest przedmiotem zainteresowania mediów. Myślę, że wiedza i doświadczenie żeglarzy plus wiedza naukowców z Wydziału Mechanicznego, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej dadzą dobry efekt. – mówił w lipcu 2001 roku Karol Jabłoński.

MK Cafe-Posti nie był jachtem nowym. Jednostka miała za sobą starty w Pucharze Ameryki jeszcze w 1992 roku, jednak dla celów szkoleniowych wydawała się jak najbardziej odpowiednia. Jacht miał 23,3 metra długości i ważył 25 ton. Stałą załogę stanowiło 16 osób.  Specjalnie wybudowana baza zespołu Polska 1 mieściła się naprzeciwko Skweru Kościuszki w Gdyni. Wstęgę na jej otwarciu przecinał sam prezydent Gdyni – Wojciech Szczurek.  – Cieszę się, że Gdynia, która ma ambicje zostania stolicą morskiego żeglarstwa, została wybrana na miejsce bazy. Możemy trzymać kciuki za was od pierwszego dnia. Liczę, że to miejsce stanie się wkrótce celem spacerów mieszkańców i turystów, a wy wyruszycie stąd po zwycięstwo – podkreślał prezydent miasta.

Model kadłuba MK Cafe-Posti / fot. Waldemar Heflich / Żagle

Równolegle w Centrum Techniki Okrętowej w Gdańsku toczyły się prace badawcze. Powstał nawet model jachtu w skali 1:4, który był podstawą prac najlepszych polskich konstruktorów oraz inżynierów nad docelową jednostką. Wciąż jednak projekt zmagał się z problemami finansowymi, a budżet był daleki od domknięcia. – Nowe technologie wiążą się z pieniędzmi. Na razie przejąłem na siebie ciężar finansowy, aby udowodnić, że można. O tym, czy dołączą do nas następni sponsorzy, a tym samym – program się powiedzie, decydować będzie wiele czynników, w tym sytuacja ekonomiczna kraju – podkreślał Marek Kwaśnicki, właściciel MK Cafe.

W międzyczasie syndykat pozbył się swojego zasłużonego jachtu ILC40, który pod nazwą „MK Cafe” przyniósł polskim żaglom wiele sukcesów na przełomie wieków. Jednostka została sprzedana armatorowi z Holandii, lecz był to dopiero początek zmian w polskim syndykacie. 21 października 2002 roku MK Cafe Sailing Team został formalnie rozwiązany, a cała uwaga osób zaangażowanych w projekt i Fundację została skupiona na Pucharze Ameryki.

Koniec wspaniałego snu

Rok 2002 był niestety ostatnim okresem pełnym optymizmu i autentycznego zapału. Widać to bardzo wyraźnie w materiałach prasowych z tamtego okresu. Klimat wokół całego przedsięwzięcia zaczął się psuć w miarę upływu czasu i niepowodzeń związanych z próbami pozyskiwania nowych sponsorów. Momentem kulminacyjnym było odejście Karola Jabłońskiego. „Kapitan schodzi pierwszy” – zatytułował swój artykuł  z kwietnia 2003 roku „Newsweek”. Gdy nie wiadomo o co poszło, to wiadomo, że poszło o pieniądze. Według Newsweeka Jabłoński oczekiwał wynagrodzenia w wysokości 10 tysięcy dolarów miesięcznie (ok 50 tysięcy złotych). Takiego żądania borykająca się z problemami finansowymi i ciągłym brakiem nowych sponsorów Fundacja nie była w stanie spełnić. Kwaśnicki w samym tylko 2002 roku wydał na projekt Polska1 ok 1 milion dolarów. Sfinansował zakup jachtu, budowę bazy i pensje dla załogi. Także dzięki jego wsparciu Jabłoński mógł startować w regatach na całym świecie, jednak Eldorado nie mogło trwać wiecznie. W obliczu braku innych źródeł finansowania właściciel MK Cafe musiał ograniczyć swoje wsparcie, co z kolei zmusiło Fundację to zmniejszenia wynagrodzenia swojego sternika. Karol Jabłoński nie chciał się jednak zgodzić na nowe warunki.

To był niestety początek końca. Co prawda Fundacja deklarowała kontynuowanie projektu, jednak bez Karola Jabłońskiego było to mało prawdopodobne. Obie strony zapewniały z resztą, że będą szukać nowych sponsorów dla swojego przedsięwzięcia, dzięki czemu start polskiego jachtu w Luis Vitton Cup w 2007 roku będzie wciąż realny. – Jedno jest pewne: następnego Pucharu Ameryki nie będę oglądał w telewizji – powiedział wtedy Jabłoński.  Jak się potem okazało – dopiął swego, choć niestety już nie pod polską banderą.  – Będziemy szukać sponsorów choćby do końca świata. Nawet najlepszy żeglarz nie może nam zgasić światła – mówił z kolei Waldemar Heflich, wówczas wiceprezes Fundacji. Marek Kwaśnicki nie pozostawiał złudzeń. – Jeśli nie dołączy przynajmniej dwóch podobnych sponsorów, projekt startu Polaków w 2007 roku się nie powiedzie – mówił w czerwcu 2003 roku. Do grona entuzjastów nie należał Roman Paszke. – Nie jestem przekonany o powodzeniu tego przedsięwzięcia. Przede wszystkim nie wierzę, w medialną konsumpcję polskiego projektu. Media nie będą w stanie zrekompensować sponsorom ich finansowych nakładów na projekt. Fundacja nie traciła jednak nadziei. Nowym kapitanem MK Cafe-Posti został Wiktor Leszczyński.

Biednemu wiatr w oczy

MK Cafe-Posti podczas regat Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej / fot. Waldemar Heflich / Żagle

Rok 2003 trudno nazwać owocnym.  – W sezonie 2003 budżet jakim będzie dysponowała Fundacja Polska1 jest trzykrotnie mniejszy od zeszłorocznego. Są to jednak nadal na tyle poważne środki finansowe, że pozwolą na realizację naszych planów – czytamy w oświadczeniu Fundacji.  – Stan polskiej gospodarki jest zły. Widać to gołym okiem. Nic więc dziwnego, że nie udało się Fundacji pozyskać kolejnych sponsorów. (…) Nasz projekt jednak nadal pozostaje w kręgu zainteresowań wielu potężnych firm w Polsce. W tym roku i latach następnych będziemy czynić starania, aby dostarczyć ich Zarządom nowych, jeszcze bardziej przekonywujących argumentów oraz zjednać dla naszego Projektu kolejnych, potencjalnych sponsorów. (…) Będziemy więc pracować i trwać w naszym uporze, by tej szansy, która niechybnie się pojawi nie przegapić – czytamy

Problemów jednak nie brakowało. Dość powiedzieć, że jacht został zwodowany dopiero w lipcu, ponieważ na skutek błędów w zabezpieczeniu przed zimą oraz uszkodzeń kadłuba  konieczny był gruntowny remont. Nie zabrakło oskarżeń, podejrzeń i klasycznego „polskiego piekiełka”. – Nadaje się tylko na złom – miał powiedzieć Jabłoński. Ostatecznie jednak remont się udał i 13 lipca 2003 roku, po tygodniach perypetii, problemów oraz koniecznych napraw jacht MK Cafe-Posti ponownie zacumował przy pomoście bazy syndykatu Polska1 w Gdyni. W sierpniu POL-5 wziął jeszcze udział w imprezie Cutty Sark Tall Ships Races, a następnie w październiku w  regatach Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej. To ostatni start  jachtu MK Cafe-Posti. Na dacie  4 października 2003 roku kończy się historia pięknego marzenia o starcie polskiego jachtu w Pucharze Ameryki.

Czy to mogło się udać?

Tak. Powiem więcej: to powinno się udać. Trudno mi dziś powiedzieć, czemu Fundacji nie udało się pozyskać wsparcia większej liczby sponsorów. Polska z początku XXI wieku nie była może krajem wyjątkowo bogatym, jednak sponsoring sportowy rozwijał się szalenie dynamicznie i to na wielu polach. Wystarczy przypomnieć kampanie z udziałem Adama Małysza, polskich piłkarzy przed Mistrzostwami Świata w Korei i Japonii, czy chociażby naszych kierowców rajdowych. Na wsparcie liczyć mogli lekkoatleci, szermierze, czy koszykarze.  Idea (dziś Orange) w 2004 została sponsorem tytularnym piłkarskiej Ekstraklasy, a konkurent na rynku telekomunikacyjnym – Era GSM (dziś T-Mobile) – sponsorowała krakowską Wisłę, a także współpracowała z Polską Ligą Koszykówki. Plus GSM z kolei od 1999 wspierał polską siatkówkę. Firmy bardzo chętnie promowały się przez sport, jednak z jakiegoś powodu próba zaistnienia w Pucharze Ameryki nie była dla nich atrakcyjna. Być może przeraziły ich potrzebne kwoty? Być może sam Puchar był imprezą zbyt egzotyczną, mało znaną? Z drugiej strony osoby takie jak Paszke, Jabłoński, Kusznierewicz były w powszechnej świadomości Polaków rozpoznawalne. Nie potrafię zrozumieć dlaczego żadna z dużych firm nie chciała „wejść” w ten temat, tym bardziej że żeglarstwo od zawsze było sportem elitarnym. Wystarczy spojrzeć na to jakie firmy promują się poprzez żagle by zrozumieć, że potencjalny rynek odbiorców może być bardzo atrakcyjny, choć z pewnością nie masowy.

Na osobne słowa uznania zasługują osoby, które stały z tyłu i ciężko pracowały na powodzenie tego projektu. Niestety wiele materiałów prasowych z tamtego okresu bezpowrotnie przepadło, ale przy odrobinie samozaparcia można je jeszcze odnaleźć. Jak na tamte czasy obsługa medialna całego przedsięwzięcia stała na bardzo wysokim poziomie. Biuro prasowe dostarczało regularnie bardzo ciekawe materiały oraz świetnej jakości zdjęcia, których część dzięki uprzejmości pana Waldemara Heflicha, redaktora naczelnego magazynu „Żagle”, możecie zobaczyć na moim blogu. Na tym polu naprawdę robiono wiele, aby tematem startu polskiego jachtu w Pucharze Ameryki zainteresować jak najszersze grono odbiorców i sponsorów. Nie udało się.

Zaprzepaszczono ogromną szansę, która – obawiam się – już się nie powtórzy.

Epilog

W regatach Luis Vitton Cup w 2007 roku wzięło udział ostatecznie 11 jachtów. Tego dwunastego, w pięknych biało-czerwonych barwach zabrakło…

***

09.04.2004, aktualizacja KRS:

Wykreślić: Fundacja Polski Jacht w Pucharze Ameryki.
Wpisać: Fundacja „Polski Jacht w Pucharze Ameryki” w likwidacji.
Informacja o otwarciu likwidacji: uchwała rady fundatorów o likwidacji fundacji z powodu braków środków finansowych na dalsze działanie.

***

Po odejściu z Polska1 Karol Jabłoński był blisko włoskiego syndykatu Plus 39, jednak w ostatniej chwili wycofał się z tego projektu, by dołączyć do hiszpańskiego syndykatu Desafio Espanol, w barwach którego wystartował w regatach pretendentów w 2007 roku.

***

Prowadzona przez Jabłońskiego jednostka zajęła w rundzie wstępnej Luis Vitton Cup 4. miejsce, co dało hiszpańskiemu zespołowi przepustkę do półfinału. Tam czekał legendarny Nowozelandczyk Dean Barker. Desafio Espanol przegrał z Team New Zealand 2:5, jednak ta porażka wstydu nikomu nie przyniosła. Te dwa zwycięstwa nad Kiwi powinny mieć swoje miejsce na liście największych sukcesów polskiego żeglarstwa na samym szczycie – tuż obok medali olimpijskich Mateusza Kusznierewicza.

***

Po kilku latach negocjacji spółka Elite Cafe dopięła swego – kupi od Marka Kwaśnickiego markę MK Cafe oraz technologię produkcji tej kawy…. 

W czerwcu 2005 roku jeden z największych mecenasów polskiego żeglarstwa w XXI wieku sprzedał swoją firmę. Marka MK Cafe jest obecna na polskim rynku do dziś, jednak nie angażuje się już w sponsoring sportowy.

***

POL-5 MK Cafe-Posti podzielił los ILC40 MK Cafe i został sprzedany do Holandii.


Ludzie – nie sprzedawajcie swych marzeń,
Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy
W waszych snach.
Może taka mała chwila zadumy,
Sprawi, że te marzenia pofruną
Jeszcze raz…

Załoga MK Cafe – POSTI

fot. Waldemar Heflich / Żagle
sternik
Karol Jabłoński
Dominik Życki
Andrzej Armiński
Grzegorz Baranowski
Paweł Bielecki
Jakub Friedenberger
Paweł Górski
Marcin Jęchorek
Mariusz Klupiński
Maciej Kropidłowski
Damian Leśniewski
Arkadiusz Ornowski
Piotr Przybylski
Mirosław Rychcik
Stanisław Sawko
Grzegorz Sikorski
Michał Szmul
Igor Szrubkowski
Rafał Szukiel
Wacław Szukiel
Ryszard Szumowski
Mirosław Szymczak
Przemek Tarnacki
Paweł Włodarczyk
Piotr Wojewski
Jacek Wysocki
Michał Zera
Andrzej Czapski
Arkadiusz Fedusio

Czytaj także:

Puchar Ameryki nie musi niczego udowadniać Znowu będzie o żaglach! Tym razem chcę wdać się w małą polemikę z wieloma osobami, które - bez dwóch zdań - wiedzą o żeglarstwie znacznie więcej ode...
Dlaczego deregulacja nie zawsze jest dobra Nie jestem hipokrytą. Gdyby to zależało ode mnie, to w wielu aspektach życia zlikwidowałbym wszelkie regulacje, ograniczenia i wymagane egzaminy. Są j...
Co dalej z Pucharem Ameryki? Bermudy już ucichły, turyści wyjechali, a dzbanek zakończył objazd po Nowej Zelandii. W tak zwanym międzyczasie zrobiłem coś, do czego zbierałem się b...