Sponsor na koszulkach FC Barcelony, czyli „taktyka salami” w sporcie

barcelona-spain-2007-2008-home-football-shirt-jersey-maglia-_57

Taktyka salami.

Metoda osiągania celu polegająca na stosowaniu wielu kolejnych bardzo drobnych i dyskretnych działań, które są niezauważalne dla chcących przeciwdziałać osiągnięciu tego celu lub przez nich bagatelizowane, a kiedy te osoby się zorientują, jest już za późno, aby osiągnięcie celu uniemożliwić.

FC Barcelona przez wiele lat broniła swojej tożsamości. Chodzi oczywiście o pozbawione reklam koszulki piłkarzy i wyższość tradycji oraz czystość klubowych barw nad budżetem. W sposób oczywisty wspomniany budżet cierpiał na tej sytuacji najbardziej. Inne kluby sprzedawały powierzchnię na koszulkach za grube miliony, dzięki którym mogły pozyskiwać coraz lepszych piłkarzy. Na koniec dnia liczą się przecież trofea. Trofea, które zdobywają najlepsi piłkarze. A najlepsi są najdrożsi. Osoby związane z Barceloną musiały mieć jednak świadomość, że sprzedanie miejsca na koszulkach klubu w którym tak ogromną rolę odgrywają socios byłoby wizerunkowym samobójstwem. Potrzebny był plan.

To, co przeczytacie poniżej jest tylko moją wersją wydarzeń. Pewnym ciągiem myślowym, który doprowadził mnie do określonych wniosków. Być może było inaczej. Być może władze katalońskiego klubu wcale tak nie myślały. Być może wcale nie planowali skrajnie cyniczną, obrzydliwą zagrywką „rozmiękczyć” swoich kibiców. Być może.

2006.

Po raz pierwszy od początku istnienia na koszulkach FC Barcelony pojawi się logotyp. Jeszcze nie sponsora. Fundacja FCB podpisała umowę z UNICEF, na mocy której rocznie przekazywać będzie na konto tej organizacji określona kwotę. Czyn szlachetny i godny uznania. W ramach współpracy na koszulkach FC Barcelony, w miejscu gdzie wszystkie kluby świata prezentują logotyp sponsora, pojawił się znak UNICEFU. Nikt przy zdrowych zmysłach nie śmiałby kwestionować takiego ruchu. Każdy niezadowolony kibic wyrażający głos sprzeciwu zostałby automatycznie napiętnowany. Kto śmiałby sprzeciwiać się współpracy z organizacją pomagającą dzieciom, czy tak? Pierwszy plasterek salami. Pierwszy krok.

2012.

Kibice przywykli do nowego wyglądu koszulek. Przyszedł czas na kolejny etap planu. UNICEF nie zniknął z koszulek całkowicie, ale zmienił miejsce na znacznie mniej eksponowane. To najważniejsze zajął logotyp Qatar Foundation – organizacji zajmującą się wsparciem dla edukacji, nauki i kultury w rejonie bliskiego wschodu.  Pozornie temat zbliżony, ale tym razem nie była to już współpraca charytatywna. FC Barcelona zainkasowała 30mln Euro rocznie. Kolejny plasterek salami. Dla kibiców  marzących o powrocie do tradycji było już za późno.

2014.

Z koszulek FCB znika logo katarskiej fundacji, zastąpione przez logotyp linii lotniczych Qatar Airways. Nie ma tu już mowy o żadnej dobroczynności czy promowaniu światłych idei. Jest czysty biznes, a proces zapoczątkowany w 2006 roku dobiegł końca. Drzwi, które zostały uchylone pozornie bezinteresowną współpracą z UNICEF teraz przekształciły się w szeroko otwarte wrota. Pękły wszystkie bariery i zahamowania. Na rękawkach koszulek FCB pojawia się kolejny logotyp – Beko. Nikt już nie mówi o tradycji i czystości barw. Utrzymywanie się na szczycie klubowej hierarchii kosztuje, a sukces smakuje przecież tak wybornie.

2016.

Hiszpański dziennikarz Aleix Garcia publikuje na Twitterze informację o nowym głównym sponsorze na koszulkach FC Barcelony – japońskiej firmie Rakuten. Ale to nie wszystko. Na rękawkach wciąż widnieć będzie Beko, a na wewnętrznej stornie koszulki obecny od 2013 roku logotyp Intela. Z dawnej tradycji nie zostało już nic.

Jak w kontekście tych wydarzeń rozpatrywać decyzję z 2006 roku o rozpoczęciu współpracy z UNICEF? Czy władzami klubu kierowała szlachetna idea, czy była to cyniczna zagrywka i element długofalowego planu pozyskiwania sponsorów na koszulki? Poza dyskusją jest fakt, że kataloński klub niezależnie od intencji przekazał na szczytny cel wiele milionów Euro. Ale z drugiej strony… czym jest te kilka milionów wobec kilkuset, jakie do dziś przyniosła współpraca z Quatar Airways i Beko? Opłaciło się.

kp_legia_warszawa_ssaPewnie niewiele osób dziś pamięta, że dokładnie w tym samym czasie podobnego chwytu próbowano w Polsce. 2006, 90-lecie istnienia Legii Warszawa. W skutek zawirowań prawnych między udziałowcami Legia nie do końca legalnie może korzystać w celach komercyjnych ze swojego herbu. Wcześniejsze koncepcje (tzw. „kapsel”) zostają przez kibiców całkowicie odrzucone. Pojawia się inny pomysł, tym razem związany z jubileuszem.

32W 2006 roku na strojach piłkarzy Legii próżno było szukać dobrze znanego herbu, lub charakterystycznej eLki. Miejsce tych znaków zastąpiła czarna tarcza wzorowana na pierwszym historycznym herbie klubu z 1916 roku. Kibice przyjęli ten pomysł bez sprzeciwu. Nikt nie mógł zakwestionować pomysłu uczczenia w ten sposób okrągłej rocznicy, podobnie jak dziś nikt nie kwestionuje czarnej szarfy na koszulkach „wojskowych”. Pomysł wydawał się wręcz dobry.

Problem pojawił się rok później. Klub przyjął czarną tarczę jako swój oficjalny herb, co spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem kibiców. Obchody 90-lecia istnienia Legii miały być pierwszym plasterkiem salami, jednak w tym przypadku sprzeciw warszawskich socios okazał się zbyt silny. Gadżety i koszulki z nowym logo nie sprzedawały się dobrze, a obnoszenie się z czarną tarczą było w środowisku kibiców bardzo źle odbierane. Ostatecznie czarna tarcza przetrwała do 2010 roku. Dokładnie 4 maja ówczesny preses Paweł Kosmala ogłosił, że Legia wraca do herbu z 1957 roku. Pomimo – jak to wtedy określił – „nieracjonalności biznesowej dla Klubu”. W tym przypadku nie sprawdziła się ani taktyka salami, ani – w późniejszym okresie – taktyka wbijania kibicom nowego herbu do głów na siłę. Środowisko okazało się zbyt oporne.

Trudno mi sobie wyobrazić Legię posługującą się jakimkolwiek innym znakiem, niż dobrze wszystkim znana czerwono-biało-zielona tarcza. Z drugiej strony, kibicom FCB również kiedyś trudno było sobie wyobrazić koszulkę z reklamą sponsora. A jednak.

Czytaj także:

Houston, mamy problem klasy Ekstra Nie znam się na piłce. Ustalmy to od razu na początku, żeby uniknąć późniejszych rozczarowań. Nie kończyłem żadnych studiów związanych z zarządzanie...
Ludzie listy piszą, zwykłe, polecone… Opinią publiczną wstrząsnęła kolejna poruszająca informacja. Prezes Legii Warszawa - Dariusz Mioduski - wysłał do swoich pracowników maila! Faktycznie...
Dress code w polskich klubach – wyjdźmy z drewnianych chatek! Do napisania tego tekstu skłoniło mnie opublikowane w serwisie Legia.net zdjęcie jednego ze współwłaścicieli Legii Warszawa. Nawet nie wiem co napisać...