KSW37 – krajobraz po…

ksw37s

Za nami KSW37. Gala z wielu względów bardzo udana, ale z powodu jednego wydarzenia oczy sportowej polski zwróciły się w kompletnie inną stronę. Występ Mariusza Pudzianowskiego z Pawłem „Popkiem” Rakiem przyćmił 8 świetnych pojedynków, a ogólnego poziomu sportowego gali nie powstydziłyby się największe organizacje MMA na świecie. Tylko cóż z tego?…

Niestety, czasem trzeba się przyznać do błędu. Wiele lat temu, po walce Burneiki z Ozdobą na MMA Attack 3 napisałem, że czas skończyć z pajacowaniem w MMA:

Nigdy więcej pajacowania w ringu. MMA w Polsce przebiło się do masowej świadomości na tyle, że nie potrzebuje już egzotycznych zestawień. Wydaje się, że ludzie w końcu poznali dyscyplinę i choć nie kojarzą jeszcze zawodników i nie mają idoli (może poza Khalidovem), to potrafią MMA oglądać, emocjonować się i kibicować „swoim”.

Być może jestem zbyt wielkim optymistą. Ale patrząc na wyniki oglądalności ostatnich gal KSW, czy też zaskakująco dobre wyniki sprzedaży PPV wierzę, że polskie MMA nie potrzebuje już „freaków”.

To był rok 2013. Minęły trzy lata i z przykrością trzeba stwierdzić, ż niewiele się zmieniło. W zasadzie znajdujemy się w punkcie wyjścia. Coś poszło nie tak.

Zacznę od Was. Wy, którzy to czytacie. Wy, którzy uważacie że obejrzenie KSW raz w roku uprawnia do oceny całej dyscypliny. Widziałem Was wczoraj na Twitterze. Przekonani o swojej nieomylności, piszący coś o mordobiciu, o tym że MMA ze sportem nie ma nic wspólnego, że to cyrk bez zasad. Zastanawia mnie kim jesteście, aby deprecjonować jedną z najszybciej rozwijających się dyscyplin współczesnego świata? Kto Wam dał prawo do odmawiania zawodnikom miana sportowców? W imię czego? Tylko dlatego, że nie lubicie MMA? Że was to nie pasjonuje? Mnie nie kręci wiele dyscyplin. Nie oglądam skoków narciarskich, nie podskakuję z emocji w trakcie transmisji chodu na 50km, nie jestem fanem baseballu. Ale nigdy przez myśl by mi nie przeszło, aby powiedzieć że „to ze sportem nie ma nic wspólnego”. To po prostu nie mój świat, lecz jednocześnie nie odmawiam innym prawa do pasjonowania się tymi zawodami.

Wy podczas KSW37 widzieliście tylko Pudzianowskiego i „Popka” i przez pryzmat tego wydarzenia uznaliście, że znacie się na MMA. I teraz najciekawsze: wiecie skąd się takie „freakowe” zestawienia biorą? Wiecie dlaczego w MMA pojawiły się walki celebrytów, którzy ze sztukami walki nie mają nic wspólnego? Domyślacie się kto za to odpowiada? Powiem wam: WY SAMI.

Spójrzcie w lustro. To przez was musimy takie żenujące spektakle oglądać. Sami to potwierdzacie przy każdej kolejnej okazji. Włączyliście transmisję KSW tylko z powodu walki Pudzianowskiego i Raka. Gdyby nie ona – pewnie nawet nie wiedzielibyście że gala w Krakowie w ogóle się odbywa. Mimo prezentowanej na zewnątrz niechęci, szydery i krytyki, włączyliście telewizor. Właściciele KSW po raz kolejny mieli rację. Po raz kolejny to oni są górą. Przyciągnęli Was przed ekrany i zaserwowali rozrywkę której oczekiwaliście. Dostrzegacie teraz ogrom własnej obłudy i hipokryzji? Gdyby nie WY, takich walk by nie było. Nie byłyby potrzebne. Rozpiski kolejnych  gal zapełniane byłyby najlepszymi zawodnikami walczącymi na poważnie i poświęcającymi się dla tej dyscypliny w stu procentach. Ale Was to nie interesuje. Was interesuje Pudzianowski i „Rak”. Na to czekacie. Dlaczego więc chwilę później wylewacie pomyje na organizację KSW? Dlaczego deprecjonujecie „show” które Wam zaserwowano? Wstydzicie się swoich gustów?  Przecież tego właśnie chcieliście. To wszystko dla Was!

Tu dochodzimy do kolejnej smutnej konstatacji. Polskie MMA bez freakfigtów to wciąż sport niszowy, skazany na mniejszą widownię i relatywnie niską oglądalność. KSW przez kilka lat starało się wykreować czysto sportowych bohaterów, którzy byliby w stanie zapełniać największe hale i ściągać przed telewizory rekordową publikę. Prawie się udało. Dzięki widowiskowym walkom do masowej świadomości przebili się zawodnicy tacy jak Mamed Khalidov czy Michał Materla. Jednak dwa nazwiska to za mało. Mamed ostatni raz walczył w maju, a najbliższą walkę stoczy poza Polską. Michał na KSW ostatni raz pojawił się w październiku.  Janek Błachowicz i Karolina Kowalkiewicz przeszli do UFC. Organizacja cierpi na brak wyrazistych postaci, które mogłyby porwać tłumy. Dlatego musi sięgać po takich „Popków” i zestawiać ich z Mariuszem Pudzianowskim, który przecież etap „freakfight” miał już mieć za sobą. Martinowi Lewandowskiemu i Maciejowi Kawulskiemu nie udało się wykorzystać koniunktury napędzonej przez debiut „Pudziana” w 2009 roku do wykreowania innych gwiazd. O ile poziom sportowy organizacji wciąż rośnie i na kolejnych galach możemy oglądać coraz lepsze walki, o tyle na polu promocji i przebicia się do masowej świadomości w ciągu ostatnich lat niewiele się zmieniło. Coś tu poszło nie tak.

I tu chciałbym poruszyć trzeci wątek. Obserwując reakcje wielu osób w mediach społecznościowych dotarło do mnie, że pod względem ogólnego odbioru MMA w naszym kraju wciąż w dużej mierze tkwimy w czasach imprez organizowanych na warszawskim Bemowie. Dla wielu osób MMA to wciąż barbarzyńskie mordobicie pozbawione zasad, które ze sportem nie ma nic wspólnego. Czytałem te komentarze i przez chwilę pomyślałem, że jestem nie w 2016, a w 2005. To właśnie 11 lat temu w legendarnej organizacji Pride FC debiutował Paweł Nastula, a szeroko rozumiana opinia publiczna i sportowe „autorytety” wylały na naszego mistrza wiadro ekstrementów. Wczoraj dotarło do mnie, że mentalnie wciąż jesteśmy w tym 2005 roku.

Może więc Polaków tak na prawdę mieszane sztuki walki nie interesują? Jedyne co ich interesuje to widok Pudzianowskiego, Raka, Burneiki czy Najmana okładających się pięściami. Dziś wyśmiewają, ale w głębi serca chcieliby zobaczyć pojedynek Anity Gardias z Justyną Pchankę, zapłaciliby nawet 100zł za PPV żeby móc zobaczyć jak Magda Gessler wali patelnią po głowie Wojciecha Modesta Amaro. Nie wstydźcie się tego moi drodzy. Jestem przekonany że oglądalibyście taką galę z wypiekami na twarzy.

Faktycznie, macie rację. To nie jest MMA. To nie jest nawet sport. Ale WY na to właśnie czekacie, a organizatorzy jedynie spełniają Wasze oczekiwania.  Nie wstydźcie się, wszak de gustibus non disputantum est.

RelatedPost