Jak trwoga, to do „Jurasa”?

Tak naprawdę ten tekst miał powstać już jakiś czas temu i nie miał żadnego związku z powrotem do KSW Łukasza Jurkowskiego. Sytuacja z popularnym „Jurasem” jest tylko kolejnym argumentem w moich rozważaniach i dodatkowo podkreśla tezy, nad jakimi chciałem się tutaj zastanowić.

Mianowicie – federacja KSW ma pewien problem, który przy okazji gali na Stadionie Narodowym stał się widoczny. Kto wie – może właśnie to było jedną z przyczyn determinacji, z jaką panowie Kawulski i Lewandowski starali się nakłonić Łukasza do powrotu. KSW cierpi bowiem na brak gwiazd. Nie chodzi mi o brak świetnych zawodników – tutaj jest nawet lepiej niż dobrze. Chodzi o gwizdy, publicznie rozpoznawalne nazwiska, które potrafią rozpalić masową wyobraźnię i przyciągnąć na warszawską galę 60 tysięcy kibiców. Chodzi  o postacie takie jak właśnie Łukasz Jurkowski. Odnoszę wrażenie że federacja KSW przegapiła moment swojej największej popularności, który powinna wykorzystać na wykreowanie nowych bohaterów. Wciąż największe zainteresowania generują te same nazwiska, które niestety są już na „ostatniej prostej” swojej kariery. Następców nie widać.

Wejście do KSW Mariusza Pudzianowskiego było prawdziwym kołem zamachowym nie tylko dla organizacji, ale dla całej dyscypliny. MMA w końcu przebiło się do masowej świadomości i zaczęło generować zainteresowanie, o jakim „Juras” walcząc przed laty na Torwarze mógł tylko marzyć. Od jego ostatniej walki z Tonim Valtonenem na KSW15 minęło już sześć lat. Trzeba przyznać że był to okres gwałtownego rozwoju MMA w naszym kraju, rosnącej pozycji KSW i rekordów oglądalności. Łukasz był częścią tego procesu, ale już jako komentator Polsatu i medialna osobowość. W tym czasie prym w KSW wiedli tacy zawodnicy jak Mamed Khalidov, Michał Materla czy w końcu Mariusz Pudzianowski. Można powiedzieć, że to ta trójka pełniła rolę medialnych lokomotyw KSW, to oni generowali największe zainteresowanie, dawali najchętniej oglądane walki, mówiąc krótko: sprzedawali gale. Nic nie trwa jednak wiecznie.

Nie oszukujmy się. Mariusz Pudzianowski jest już po drugiej stronie rzeki i  nie można wykluczyć, że walka na Stadionie Narodowym będzie jego pożegnalną. Mamed po majowej walce z Azizem Karaouglu na gali KSW35 nieco zniknął z radaru, a do tego swoją najbliższą walkę stoczy w marcu na gali organizacji Absolute Championship Berkut w Manchesterze. Kariera Michała Materli, chyba najbardziej charyzmatycznej postaci KSW, z powodów pozasportowych stanęła pod znakiem zapytania. Karolina Kowalkiewicz i Jan Błachowicz odeszli do UFC. Federacja Kawulskiego i Lewandowskiego cierpi na chroniczny brak wyrazistych charakterów, a następców Materli czy Pudzianowskiego nie widać.

Nie ulega wątpliwości że Khalidov wciąż jest w Polsce wielką gwiazdą, ale sam nie udźwignie tak wielkiej imprezy jak ta planowana w Warszawie. Nikt nie śmie nawet wątpić w sportową klasę zawodników takich jak Tomasz Narkun czy Mateusz Gamrot, ale mimo kosmicznych wręcz umiejętności sportowych nie są to wciąż zawodnicy, którzy rozpalają masową wyobraźnię kibiców. Borys Mańkowski z kolei, pomimo tego że kamera go kocha i on czuje się przed obiektywami swobodnie, nie jest zawodnikiem który „sprzeda” samodzielnie największe gale. Właściciele KSW przegapili okres najlepszej koniunktury, który mogliby spożytkować na wykreowanie nowych idoli. Oczywiście po trosze nie ze swojej winy. Nie dało się przewidzieć problemów Materli i z pewnością nie dało się zatrzymać w organizacji Karoliny Kowalkiewicz. Światełkiem w tunelu jest nawiązanie współpracy z naszym medalistą olimpijskim – Damianem Janikowskim. Polacy kochają swoich olimpijczyków, a Damian ma wszystko czego potrzeba, aby w MMA odnosić sukcesy. Minie jednak trochę czasu, zanim na nowo przebije się do masowej świadomości. Od Igrzysk w Londynie minęło już blisko 5 lat, a w tym czasie o zawodniku Śląska Wrocław było raczej cicho. Jego historię trzeba kibicom przypomnieć, a może nawet napisać na nowo.

I tutaj wchodzi ON, cały na biało – Łukasz Jurkowski.

Tak się ułożyło, że duża część młodszego pokolenia kibiców MMA w naszym kraju zna Łukasza głównie z pracy komentatorskiej i licznych akcji charytatywnych w których bierze udział. Spokojnie można napisać, że popularny „Juras” to medialne zwierzę, świetnie radzący sobie po obu stronach kamery i mikrofonu. Do tego to żywa historia polskiego MMA, medialny „samograj”. Zakontraktowanie Łukasza jest dla KSW rozwiązaniem idealnym pod każdym względem. Jestem przekonany, że przełoży się to w bardzo dużym stopniu na zainteresowanie całą galą oraz liczbę publikacji medialnych poprzedzających majową imprezę. Gala na Stadionie Narodowym dzięki obecności Łukasza nabrała większego wymiaru, a rozpiska walk już teraz prezentuje się imponująco.

A co dalej? Co po Narodowym? Gali na 60 tysięcy widzów nie organizuje się co miesiąc. Federacja KSW odniesie w Warszawie spektakularny sukces, nie mam co do tego wątpliwości. Pozostaje nadzieja że sukces ten stanie się nowym kołem zamachowym organizacji, które napędzi zainteresowanie kibiców kolejnymi galami – także tymi bez Pudzianowskiego, Khalidova, Materli czy Jurkowskiego.

RelatedPost