Rusza Puchar 6 Narodów – najchętniej oglądana impreza sportowa świata!

No dobra. W tytule wkradło się delikatne niedopowiedzenie, bo chodzi oczywiście o najchętniej oglądaną pod względem frekwencji na stadionach, ale to nie zmienia faktu że rozpoczynamy wielką rugbową ucztę. Rusza Puchar 6 Narodów – najstarszy turniej rugby na świecie! 

Zacznijmy od kwestii popularności tego najważniejszego europejskiego turnieju rugby. „Club Licensing Benchmarking Report” opublikowany przez UEFA jasno wskazuje, że to mecze Pucharu 6 Narodów zgromadziły na trybunach największą widownię. Średnio każdy mecz z udziałem rugbystów Anglii, Walii, Irlandii, Francji, Szkocji i Włoch śledziło na żywo 72.000 kibiców, a wszystkie 15 spotkań zgromadziło na stadionach łącznie ponad milion widzów (dokładnie 1 080 000).

Dla porównania – wszystkie 258 meczów w sezonie NFL na żywo widziało łącznie ponad siedemnaście i pół miliona widzów, co daje średnią na mecz 68 400 kibiców. Z kolei Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 2014 roku średnio oglądało na żywo 53 592 widzów. Na czwartym miejscu w rankingu znów jest rugby – 51 621 widzów oglądało średnio każdy z meczów Pucharu Świata rozgrywanego w 2015 roku na Wyspach Brytyjskich. Czołową piątkę zamknęło Euro 2012 rozgrywane w Polsce i na Ukrainie ze średnią 46 481 osób na mecz.  Do powyższych danych należy dodać jeszcze jedną: szacuje się, że trwający 6 tygodni Puchar Świata w rugby jest trzecią najchętniej oglądaną w telewizji imprezą sportową na świecie – po Igrzyskach Olimpijskich mistrzostwach świata w piłce nożnej.

Tyle tytułem wstępu. W przeszłości pisałem na tym blogu o fenomenie rugby, które w Polsce ma także bardzo bogate tradycje. Niestety, od wielu lat dyscyplina pogrążona jest w marazmie i nie widać specjalnie światełka w tunelu. Z jakiegoś powodu Polacy nie „czują” tego sportu, mimo że nie jest przecież tak egzotyczny jak futbol amerykański. Wręcz przeciwnie – ma w sobie wszystko, aby stać się naszym kolejnym „narodowym” sportem.

Myślę, że w pierwszej kolejności brakuje nam sukcesu na poziomie reprezentacji. Niestety tak to już jest, że najpierw musi przyjść niespodziewany sukces, być może nawet trochę na wyrost, a dopiero później wokół tego sukcesu tworzy się struktury, plany i trwałe fundamenty. Tak było m.in. ze skokami narciarskimi, gdy eksplodował talent Adama Małysza czy z piłką ręczną, gdy sukcesy zaczęła odnosić drużyna Wenty. Do tamtego momentu nikt się „szczypiorniakiem” nie emocjonował, potrzebny był ten impuls. Niestety, z uwagi na specyfikę turniejów  rugby o taki wystrzał w przypadku reprezentacji Polski jest niezwykle trudno. Kołem zamachowym byłby z pewnością występ w Pucharze Świata, ale najpierw trzeba przebrnąć przez wieloetapowe i niezwykle trudne kwalifikacje. Z kolei coś takiego jak „Mistrzostwa Europy” w rugby praktycznie nie istnieje. Najlepszych sześć drużyn rywalizuje w zamkniętym Pucharze 6 Narodów, a pozostałym drużynom pozostaje rywalizacja w drugorzędnym Rugby Europe International Championships.

Wciąż czekam na Polski Związek Rugby. Z całym szacunkiem, ale organizacja meczów reprezentacji w Gdyni, Lublinie czy Siedlcach nigdy nie przyniesie efektu i nie odbije się szerokim echem w masowej świadomości. Nasza reprezentacja nie ma innego wyboru, jak „zaatakować” duże ośrodki ze Stadionem Narodowym w Warszawie na czele. Tylko organizacja takich imprez da szanse na przyciągnięcie większej liczby kibiców i da nadzieję na wyciągnięcie rugby z głębokiego niebytu kibicowskiej świadomości. Udowodnili to ludzie z Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, którzy co prawda tylko raz, ale pokazali że na tak egzotyczną rzecz jak futbol można ściągnąć na Narodowy ponad 20 tysięcy kibiców. Czemu nie miałoby się udać Polskiemu Związkowi Rugby? Czekam.

Wróćmy do zbliżającego się turnieju. Anglia, Irlandia, Włochy, Francja, Walia czy Szkocja? Faworyt może być tylko jeden. W 2016 roku Anglicy dowodzeni przez genialnego szkoleniowca Eddiego Jonesa rozegrali 13 spotkań, w tym 3 niezwykle trudne i prestiżowe wyjazdowe batalie z Australią. Bilans: 13 zwycięstw, w tym także „wielki szlem” ubiegłorocznej edycji Pucharu (wygranie wszystkich spotkań). W sumie Anglicy są niepokonani od 14 gier, po raz ostatni ulegli Australii podczas Pucharu Świata w październiku 2015 roku. „Dumni synowie Albionu” zajmują obecnie drugą pozycję w światowym rankingu, ustępując jedynie Nowej Zelandii.

Czeka nas kilka tygodni wspaniałych emocji. Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności oglądać rugby, włączajcie w ten weekend Canal+ Sport. W sobotę o 15:25 Szkocja-Irlandia, a o 17:50 szlagierowy pojedynek Francji z Anglią. W niedzielę o 15:00 Włochy zmierzą się z Walią. Nie bójcie się, że nie znacie zasad – Robert Małolepszy z pewnością Wam je wyjaśni! 😉

RelatedPost