Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?

broad-peak.jpg.910x580_q85_crop-top

Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze…

Trudno o tym pisać w kategoriach marketingowych, w kategoriach sukcesu, czy z czysto sportowego punktu widzenia… Po raz kolejny Polacy zapisali się złotymi zgłoskami w historii światowego himalaizmu. Niestety, po raz kolejny swoje wielkie sukcesy okupili najwyższą ceną – życia. Nie będę w tym wpisie oceniał, ani odnosił się do istoty wysokogórskiego wspinania. Mimo, że moim (wciąż odkładanym) marzeniem jest zaledwie wejście na Rysy, czy przejście Orlej Perci, potrafię zrozumieć ludzi, którzy ryzykując życie rzucają wyzwanie górom najwyższym. Gonią marzenia, realizują pasje. Uszanujmy to, nawet jeśli się z tym nie zgadzamy.

Nikomu nie wolno oceniać, ani tym bardziej osądzać organizatorów wyprawy na Broad Peak. Mówiąc kolokwialnie – nikt nikogo na górę siłą nie wciągał. Wszyscy szli mając pełną świadomość trudności wyzwania, którego się podjęli. Uszanujmy ich wolę, pasję i zaangażowanie. Nie oceniajmy.

„Polski himalaizm Zimowy 2010-2015” to program wspaniały. W świecie, w którym tak niewiele zostało już do zdobycia, grupa ludzi wciąż ma cele i marzenia. Wydawać by się mogło, że czasy pionierskich podbojów są już za nami. Felix Baumgartner swoim skokiem pokazał jednak, że można jeszcze o to miano rywalizować. Został pionierem. To samo marzenie mieli uczestnicy wyprawy na Broad Peak – spośród wszystkich wysokogórskich podbojów, przed rozpoczęciem wyprawy zostały zaledwie trzy cele: Broad Peak, Nanga Parbat oraz osławiona K2 – Czogori. Zimowe wejścia na trzy niezdobyte dotąd o tej porze roku szczyty. Wszędzie indziej człowiek już był, wszystko inne zdobył. Rozumiem więc Krzysztofa Wielickiego i Artura Hajzera, że chcieli po raz kolejny być tymi pierwszymi. Albo jesteś tym pierwszy, albo tylko jednym z kolejnych – himalaiści wiedzą o tym lepiej, niż ktokolwiek inny. Stąd ambitny program i jasno wyznaczone cele. Pierwszy z nich udało się zrealizować, choć cena okazała się bardzo wysoka.

„Jest wejście, ale nie ma sukcesu” – powiedział Artur Hajzer gdy jasnym okazało się, że nie ma już nadziei. Mimo, że udało się zdobyć szczyt Broad Peak, trudno o tym wydarzeniu mówić w kontekście sukcesu. W tym trudniejszej sytuacji znaleźli się mecenasi i sponsorzy programu – przede wszystkim PKN Orlen. Wyobrażam sobie, że były już przygotowane spoty TV, że ustalona już była strategia komunikacji. Gdyby wszystko do końca poszło zgodnie z planem, zapewne naszych zdobywców witalibyśmy na Okęciu z wielką pompą. Spotkaniom, konferencjom i wywiadom nie byłoby końca. Gdyby tyko wszyscy wrócili…

Mimo to nie uważam, aby zaistniała sytuacja była dla mecenasów i sponsorów wyprawy zagrożeniem, ani też jakąkolwiek formą marketingowego kryzysu. Wiem, to cyniczne i bezduszne pisać w tej sytuacji o sprawach tak przyziemnych i mało znaczących jak marketing, biznes, komunikacja. Że w kontekście tragedii Berbeki i Kowalskiego nie powinniśmy już mówić o Programie, że powinien być rozwiązany, że Wielicki i Hajzer nie powinni narażać już życia kolejnych wspinaczy.

To nie tak. Gorąco polecam wpis Zbigniewa Piotrowicza:

Nie doszukujmy się winy w autorze znakomitego, ambitnego i rozsądnie prowadzonego programu, jakim jest „Polski Himalaizm Zimowy”. Nie wińmy kierownika wyprawy, którego doświadczenia, kompetencji i kwalifikacji moralnych nie ośmieliłbym się kwestionować. Obaj byliby bohaterami narodowymi, gdyby nie doszło nieszczęścia, gdyby Maciek i Tomek zdołali pokonać te 500 metrów w dół. Byłyby peany, medale, honorowe zaszczyty. Minął dzień. Grono „życzliwych” i zwykłych idiotów już się szykuje do medialnej uczty, do demaskowania błędów, do moralizatorskich pouczeń.  A Artur i Krzysiek to są ci sami ludzie, co wczoraj. Proszę, pamiętajcie o tym.

Minie trochę czasu. Wielicki, Hajzer, Małek i Bielecki usiądą ponownie do stołu, a na tym stole – jestem przekonany – znajdą się zdjęcia i mapy Nanga Parbat. To nieuniknione. Oni tam wrócą, tak jak wracali Kukuczka, Pawłowski, Wielicki, Rutkiewicz i wielu przed nimi. Wyprawa na Broad Peak pokazała, jaki potencjał leży przede wszystkim w Adamie Bieleckim. Ten człowiek może dokonać tego, co dziś wydaje się być absolutnie niemożliwe – zdobyć zimą K2. Ale najpierw Nanga Parbat. Jestem tego pewien.

Mam nadzieję, że sponsorzy po tragedii na Broad Peak nie odwrócą się od Programu Artura Hajzera. Teraz nie mogą już nic zrobić. Milczenie i otoczenie opieką rodzin zmarłych to jedyne wyjście. Przypominam, że Program wspierany był przez ministerstwo Sportu i Turystyki, a honorowym patronatem wyprawę objął także Prezydent RP.  Mam nadzieję, że zainteresowanie władz (której przedstawiciele uwielbiają grzać się w blasku sukcesu) po tragicznej śmierci himalaistów nie osłabnie, że nie odwrócą się oni od organizatorów, jak od trędowatych. Nie wolno także oczekiwać od mecenasów Programu, aby się z niego wycofali. Ani Berbeka, ani Kowalski z pewnością by tego nie chcieli. Bielecki, Małek i wielu innych wciąż mają marzenia i wciąż chcą je realizować.
Mam nadzieję, że będą mieli taką szansę.

Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej.
Tylko czasem zamyślenie…