Błaszczykowski – znaczy kapitan?

polscy-zawodnicy-w-bundeslidze (1)Piłkarz jaki jest, każdy widzi. Można przyjąć ostrożną tezę, że poziom ego w przypadku polskich gwiazd piłki kopanej jest odwrotnie proporcjonalny do umiejętności. Im ktoś słabszy, tym mniemanie o sobie większe. Ale jeśli – nie daj Bóg! – polski piłkarz odniesie najmniejszy sukces – wtedy automatycznie mamy do czynienia z poziomem bufonady sięgającym gwiazd. Tak, jak w przypadku Jakuba Błaszczykowskiego.

Polacy w Bundeslidze są ostatnio na fali. „Trójka z Dortmundu” zagra w półfinale Ligi Mistrzów, a sam Błaszczykowski jest nawet kapitanem reprezentacji Polski. Tym bardziej dziwi zachowanie byłego zawodnika Wisły Kraków, który im wyższa zajmuje pozycję na piłkarskie mapie świata, tym większym staje się bucem.

Cała historia zaczęła się bodaj od narzekań naszego kapitana na małą ilość biletów, jaką otrzymał dla swojej rodziny na jeden z meczów reprezentacji. Potem było coraz lepiej. „Jak mam z Wami rozmawiać” żalił się dziennikarzom wyraźnie pokazując, że kontakty z mediami nie są jego ulubionym zajęciem. Kulminacja miała miejsce po ćwierćfinałowym meczu z Malagą, gdy podczas wywiadu telewizyjnego Błaszczykowski był wyraźnie poirytowany. Gwiazdor Borussi wypytywał nawet dziennikarza, którą redakcję reprezentuje. Najwidoczniej nie wszyscy są godni, aby rozmawiać z Jakubem i zadawać mu pytania.

Wyjaśnijmy sobie jedno – występowanie przed kamerami nie musi być dla każdego przyjemne. To stresowa sytuacja i zrozumiałe, że ktoś może się czuć niekomfortowo. Legendarna jest wręcz niechęć do publicznych wystąpień pana Lucjana Brychczego. Każdy to rozumie i nikt nie robi problemu, gdy pan Lucjan odmówi wywiadu czy komentarza. Z Błaszczykowskim jest jednak inaczej – chętnie pokazuje się w mediach, ale tylko pod warunkiem że wszyscy w koło będą go chwalić i broń Boże nie zadadzą żadnego trudniejszego pytania. „Co Pan czuł” – to pytanie idealne dla kapitana reprezentacji Polski. Każde inne wywołuje już focha i przewracanie oczami.

Błaszczykowski zdaje się nie rozumieć, że jego medialny wizerunek może mieć wymierne przełożenie na jego portfel. Bo ludzie nie lubią chamstwa, nie tolerują gburów i ludzi niesympatycznych. Błaszczykowski jest niesympatyczny. Jest zarozumiały, wywyższa się i traktuje wszystkich, jakby był co najmniej Messim. Swoją winę ponoszą oczywiście także dziennikarze, którzy w normalnych okolicznościach powinni takiego piłkarza zwyczajnie olać. Gwarantuję, że piłkarz spokorniałby i nabrał ogłady bardzo szybko. Bo czy to ktoś lubi czy nie – kontakt z mediami to element tego zawodu. Autokreacja jest bardzo istotna, szczególnie jeśli liczymy na kolejne lukratywne kontrakty np. ze strony producenta aut.

Kilka miesięcy temu Błaszczykowski wziął udział w genialnej kampanii Dziecięcej Eskorty McDonald’s podczas Euro 2012. „Bez Ciebie nie idę” – nie było chyba osoby, której ta scena nie przypadłaby do gustu. Gdybyśmy jednak mieli w tej reklamie zobaczyć prawdziwe oblicze piłkarza z Dortmundu, usłyszelibyśmy „Spadaj gówniarzu, nie przeszkadzaj”. I co najsmutniejsze – jestem sobie to w stanie wyobrazić.

„Jeszcze jeden numer i z Wami nie gram” – oby Jakub Błaszczykowski nie usłyszał tego od potencjalnego sponsora, czy też od kibiców. Szanujmy się, nie gloryfikujmy zwykłego chamstwa.

RelatedPost